Wstyd
Mały, czerwony człowiek, nie rozumie co tak naprawdę robi.
Stoi wśród ludi na środku drogi i czuje, że się boi.
Boi się decyzji przez siebie podjętych.
Boi się niektórych ludzi, szyderczo do niego uśmiechniętych.
Nie wie, ile tak naprawdę czasu potrwa,
Nim będzie znów gotów spojrzeć w ich dusz okna.
Choć powoli wraca spokój
I ucieka gdzieś cały niepokój.
On dalej potrzebuje przerwy.
Bo w końcu muszą odejść gdzieś te nerwy.
Wdech, wydech, jeden, drugi
I znikają już ciemności sługi.
Radość znów się wdziera do serca,
A z podjętych decyzji już się nikt nie wykręca.
Wie, że warto było próbować.
Chociaż nie do końca wiedział jak się przy tym zachować.
Boi się decyzji przez siebie podjętych.
Boi się niektórych ludzi, szyderczo do niego uśmiechniętych.
Nie wie, ile tak naprawdę czasu potrwa,
Nim będzie znów gotów spojrzeć w ich dusz okna.
Choć powoli wraca spokój
I ucieka gdzieś cały niepokój.
On dalej potrzebuje przerwy.
Bo w końcu muszą odejść gdzieś te nerwy.
Wdech, wydech, jeden, drugi
I znikają już ciemności sługi.
Radość znów się wdziera do serca,
A z podjętych decyzji już się nikt nie wykręca.
Wie, że warto było próbować.
Chociaż nie do końca wiedział jak się przy tym zachować.
-Nienormalna